Wakacje i noclegi w Pradze

Praga


Most Karola

Data: 02 October 2010 autor: admin

Pragę bez większych obiekcji określić można mianem miasta symbolicznego, zaś bogactwo ukrytych znaczeń i analogii przyćmiewa nawet fantazję Dana Browna, autora “Kodu Leonarda da Vinci”. Gdyby zatem wypisać rosnąco, a następnie malejąco wszystkie jednocyfrowe liczby nieparzyste, powstałby ciąg w takiej postaci: 1, 3, 5, 7, 9, 7, 5, 3, 1. Nie byłoby w tym zapewne nic szczególnego, gdyby nie fakt, że po rozbiciu ciągu na krótsze odcinki, ale nie przestawiając liczb, można otrzymać postać taką: 1357-7-9, 5:31. Nic innego, a właśnie data wmurowania kamienia węgielnego, które rozpoczęło budowę mostu Karola, jednego z najbardziej rozpoznawalnych symboli Pragi.

Kamień węgielny pod budowę mostu Karola wbudowano 9 lipca 1357 roku, dokładnie 31 minut po piątej rano. Dlaczego o tej, a nie innej porze? Miało to budowniczym (a później także samemu mostowi) zapełnić przychylność. I matematyki, i gwiazd. Dlaczego natomiast nazwano go mostem Karola? Od imienia władcy, za czasów którego panowania rozpoczęto budowę. Jak na owe czasy, było to przedsięwzięcie ogromne, o czym po dziś dzień świadczą rozmiary mostu – ponad pół kilometra długości. Konstrukcję tworzy siedemnaście łęków, opierających się na piętnastu filarach. Do niedawna uważano także, że twórcą projektu, a zarazem głównym budowniczym był Peter Parler, obecnie natomiast historycy skłaniają się ku teorii, w świetle której rzeczywistym twórcą mostu Karola miał być Otlin bądź Oto (źródła nie są tu zgodne), rodowity Prażanin.

Dzisiaj, most Karola ma już za sobą szereg renowacji. Prace rekonstrukcyjne łączy się z archeologicznymi, dzięki czemu na światło dzienne wychodzą kolejne szczegóły, dotyczące przeszłości budowli. Obecnie to także – obok Złotej Uliczki i Hradczan – bodaj najsłynniejszy z praskich symboli, obiekt, codziennie przyciągający tysiące turystów. Mówić można wiele, ale fakt pozostaje faktem – zwiedzania Pragi bez przejścia się mostem Karola nie można byłoby uznać za kompletne. Byłoby to równie absurdalne jak zwiedzanie Paryża z pominięciem wieży Eiffla.




↑ Do góry